Mallorca, extasy and motion jak to śpiewał Loft - czyli nalofoty.pl odkrywa Majorkę


 

Szukaliśmy miejsca na majówkę 2016 - miało być blisko, z transportem samolotowym, ze słoneczkiem, no i oczywiście z możliwością nurkowania, jakby jeszcze były jaskinie to już było by super! Szukaliśmy, szukaliśmy no i padło na Majorkę.

 

 

28 kwietnia całą wesołą ekipą, gotowi do drogi stawiliśmy się na lotnisku w Modlinie, gdzie czekała na nas niespodzianka – jakiś żartowniś wywołał alarm bombowy. Ponad 2 h oczekiwania na parkingu przed lotniskiem mocno zintegrowały grupę i pomimo, że trochę zmarzliśmy, a nasze wakacje lekko się opóźniły, w całkiem radosnych nastrojach ok 23:00 wsiedliśmy w końcu do samolotu. Trzy godziny lotu tanimi liniami (bilet z 20 kg bagażem zakupiliśmy za nie całe 800 PLN) i witaj słoneczny raju a raczej ciemna nocy na Majorce. Na szczęście wypożyczalnia samochodów poczekała na nas a opóźnienie spowodowało, że byliśmy ostatnimi klientami, dzięki temu całkiem sprawnie załatwiliśmy wszystkie formalności i już ok 4:00 nad ranem dotarliśmy do naszego celu – małej i urokliwej miejscowości Porto Colom na wschodnim wybrzeżu wyspy. Nasze apartamenty od razu pozwoliły nam zakosztować piękna Majorki – cudowny duży, słoneczny taras z widokiem na morze na samym skraju zatoczki – czy może być przyjemniej? Przez następne 7 dni będziemy się na nim opalać, grillować, popijać sangrie no i oczywiście suszyć sprzęt nurkowy no bo przecież przyjechaliśmy tu też nurkować.

 

No właśnie nurkowanie – czyli trochę o tym co pod wodą.

Początkowo był plan, żebyśmy ja i Adamem 3 dni spędzili na nurkowaniach jaskiniowych, grupa rekreacyjna miała w tym czasie nurkować z łodzi na morzu. Ostatecznie postanowiliśmy jednak nie pozostawiać naszych nurków samych i 2 dni nurkowaliśmy z nimi a jednego dnia pojechaliśmy na nasze upragnione nurkowanie jaskiniowe.

Naszą bazą miała być mała lokalna szkoła nurkowa prowadzona przez uroczego Egipcjanina Mido – niestety Mido na kilka dni przed naszym przylotem uszkodził swoją łódź i musiał nas przekazać Dirkowi – niemieckiemu formaliście ;-). Różnica w podejściu do klienta pomiędzy nimi była kolosalna - wesoły, życzliwy, cały czas uśmiechnięty „No Problem” Mido i formalny do bólu, zestresowany, z zerowym uśmiechem i niewypuszczający z rąk papierosa Dirk. No ale cóż nie było wyjścia, musieliśmy się z tym pogodzić. Nasze wnioski – niemieckie centra nurkowe na pewno są bezpieczne, na pewno przestrzegają wszelkich procedur, ale są nudne jak flaki z olejem.

A same nurkowania, no cóż Majorka pod wodą nie jest Egiptem, mało tu życia i kolorów, są ośmiornice, mureny, langusty, czasami barakudy dużo małych czerwonych rybek, jest trawa, piasek, kamienie, groty, jest przyjemnie ale bez rewelacji, woda jest znośna, w maju ok 17-20oC, a przejrzystość mocno uwarunkowana jest pogodą, wiec raz będzie 10-15m a raz ponad 20m. Najfajniejszym rekreacyjnym nurkowaniem jakie wykonaliśmy było nurkowanie na wraku drewnianego żaglowca Peter von Danzing II spoczywającego na białym piaseczku tuż przy Porto Colom. Wrak leży na 24-26m, schodzi się do niego po linie kotwicznej. Jest już mocno nadszarpnięty zębem czasu ale wygląda naprawdę urokliwie. Otoczony mnóstwem małych rybek, trochę przypomina akwarium. Pod jego szczątkami kryją się skorpeny, ośmiornice i mureny, wokół unoszą się świecące żebropławy i meduzy. My mieliśmy też ponoć niebywale szczęście spotkać na nim dwa triggerfish’e, które w morzy śródziemnym rzadko występują.

Naszą nurkową perełką była natomiast La Cova des Drac de Cala Santanyi – czyli cudowna jaskinia, do której udaliśmy się razem z Adamem i Dirkiem. Jaskinia znajduje się na prywatnej posesji pomiędzy domami tuż przy uroczej plaży w Cala Santanyi. Ot dziura w ziemi, z dość stromym nieprzyjemnym zejściem i odrobina wody gdzieś w dole. Jaskinia ma ponoć łącznie 1005 m długości, z czego 776 m znajduje się pod wodą , maksymalna głębokość 24m.

Muszę przyznać, że jaskinie na Majorce są ogólnie dość specyficzne, i inne niż te w Meksyku. Większość z nich jest chroniona i nurkować w nich można po uzyskaniu specjalnego pozwolenia, do tego nie są tak łatwo dostępne, czasem trzeba przemierzyć ze sprzętem spore odległości lub tak jak my schodzić po dość śliskim podłożu z użyciem lin asekuracyjnych, więc łatwo nie jest, ale z drugiej strony to co pod wodą w 100% rekompensuje trudy na powierzchni. Hiszpanie mają też dość specyficzny sposób prowadzenia lin w jaskiniach. Jak dla mnie był to istny dziwoląg i całe szczęście, że był z nami Dirk, który dość dobrze orientował się o co w tej sieci połączeń chodzi. Nie było tu jampów lub gapów, wszystkie liny łączyły się ze sobą. Część była na gumach, część wiązana bezpośrednio do skały, szły we wszystkich możliwych kierunkach, w tym w pionie, były liny stare i nowe, na części poprzyczepiane były spinacze do bielizny, markery własnej roboty, czy po prostu porobione pętle z liny, które jak wyjaśnił nam Dirk wskazywały kierunek wyjścia.

Sama jaskinia była naprawdę urocza, haloklina zaczynała się już na 6 m, po przepłynięciu ok 150 m czekała nas restrykcja, na tyle ciasna, że widoczność spadała w niej prawie do zera, jednak za nią pojawiała się piękna jasna komnata pełna niesamowitych „kokonów” – tak nazwaliśmy te piękne formy naciekowe powstałe w Plejstocenie, komnata ta nosi nazwę „galeria des Paleonivelis”. Pierwszy raz widziałam coś tak pięknego, mistycznego i niesamowicie delikatnego.

Cała jaskinia naprawdę bardzo pozytywnie nas zaskoczyła i pozostawiła wielki niedosyt jaskiń Majorki, które na 100% zagoszczą w naszym corocznym harmonogramie wyjazdów.

 

Na koniec jeszcze trochę o Majorce nadwodnej, którą również staraliśmy się poznać. Wyspa szczególnie na wiosnę jest urocza, zielona, pełna ukwieconych łąk, na których leniwie pasą się owce. Są tu góry (Serra de Tramuntana) poprzecinane wąwozami, stromo schodzące do morza, miedzy którymi kryją się urocze, bajkowe wręcz malutkie plaże, do których dojeżdża się wijącymi się, niesamowicie widokowymi drogami, pełnymi rowerzystów. Są niesamowite suche jaskinie udostępnione do zwiedzania. Są piękne gaje oliwne, w których wiek drzew dochodzi do 2000 lat (przy nich nasz Dąb Bartek to dziecko w pieluszkach). Są urocze sady pełne pomarańczy i cytryn (matko jak one smakują, na Majorce pomarańcze są tak smaczne, że mogłabym się żywić tylko nimi). Są dzikie kozy, które przechadzają się po pagórkach ale też potrafią sobie dobrze radzić w miejscach pełnych turystów i zdobywać tam pożywienie w dość spektakularny sposób – sprawdziliśmy – od jabłek stanowczo wolą pizzę lub ciasto. Są też kamienne miasteczka, nad którymi zwykle góruje kościół, pełne wąskich jednokierunkowych uliczek i restauracji serwujących przepyszne tapas, lokalne wina, czy sangrię z pomarańczami i truskawkami.

Wyspa nie jest dużą, pełno na niej niemieckich turystów, którzy bardzo ją sobie upodobali. Jest też na niej nasz polski akcent, na Majorce mieszkał na przełomie 1838/39 nasz wielki kompozytor Fryderyk Chopin i tak ją opisywał: „Niebo jak turkus, morze jak lazur; góry jak szmaragd, powietrze jak w niebie. W dzień słońce, wszyscy letnio chodzą, i gorąco; w nocy gitary i śpiewy po całych godzinach”

 

Czy warto odwiedzić Majorkę – zdecydowanie TAK i na pewno nalofoty.pl będzie tu wracać, a na razie już na jesieni czeka na nas kolejna urocza wyspa na M – portugalska Madera, pełna lawad, pysznych owoców i wielkich gruperów.

 

Agata Isajew „Gagatek”

 

 

08 maja 2016
Majówka na Majorce 2016

Ubezpieczenie nurkowe DAN

 

 

NURKOWANIE WARSZAWA

All rights reserved naLofoty.pl 2015 - 2017             

Projekt i wykonanie G@g@tek przy pomocy:  WebWave                                          

SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI

WYPRAWY NURKOWE 

 

DIVE & TRAVEL CENTER naLofoty.pl

 

ul. Daleka 6/66, Warszawa 02-020

 

Pola Vision Adam Borkowski

NIP: PL 118-082-76-28; Regon: 012333784; 

Wpis do ewid.: 46132 

Kalendarz

Szkolenia PADI

Freediving

Wyprawy

Galeria

Serwis

Sklep

Kontakt

 

nurkowanie

Zadzwoń do nas: 

+48 601 30 32 31

+48 606 49 96 38

nurkowanie Warszawa

Zadzwoń do nas: 

+48 601 30 32 31

+48 606 49 96 38

Nurkowanie Warszawa